jam˜˜ Moje oczy nie kłamią, mój głos mówi prawdę, jedyną, niezaprzeczalną i ostateczną. Jam jest kompetentny i wszechwiedzący, zatem słuchajcie uważnie i ani mi się ważcie mych słów czy poczynań weryfikować. ˜˜


W poczekalni poradni urologicznej aż czarno. W zasadzie sami panowie. Połowa z nich (albo i więcej) to pacjenci z rakiem prostaty. Wśród nich mój Z.

Jednak to ja wchodzę do dr B. i pytam: "Dlaczego zaplanował pan leczenie pacjenta po prostatektomii, z wznową biochemiczną - hormonoterapią?". 

Dr B., urażony, odpowiada: "Tak będzie najlepiej, po co mu powikłania po radioterapii".
Pytam dr B.: "Więc lepiej go leczyć paliatywnie, dając mu być może jedynie ze 2 lata?" 

Dr B. na to ze złością: "A co pani tam wie, mam pacjentów, których latami trzymam na hormonach i wszystko jest ok. Za to po radioterapii nieraz już widziałem przetoki, krwawienia, ból - tego też pani nie widziała, co??"

Sporo mnie kosztuje, by przekonać Z., że bezkrytyczna wiara w fachowość dr B. nie jest właściwa.
W końcu jednak udajemy się do Dr. E. To onkolog.

 Około 8 tygodni później mój Z. jest po radykalnym napromienianiu. Owszem, były i bóle brzucha i krwawienie. Może tydzień, może dwa. Ale minęło - jak ręką odjął.       


Dziś mijają 2 lata od tamtego okresu i mamy wciąż PSA na poziomie nieoznaczalnym.  Hormonoterapii nie było, poza jedną dawką radiouczulającą. Mamy więc tę formę terapii jeszcze "w odwodzie". 

Z. po radioterapii nie ma żadnych powikłań. Żyje normalnie i aktywnie. Dr E. rozprawiła się z jego wznową po męsku. Świetny fachowiec, no i w końcu.. - onkolog.

--------------------------------


W poradni torakochirurgicznej czeka na swoją kolej pacjent J. Właśnie wypisano go ze szpitala "A", w którym za pomocą BAC rozoznano u niego niedrobnokomórkowego raka płuca. Wielki 7 cm guz, z martwicą i naciekaniem opłucnej.
Dr T. odpala płytkę z TK klatki piersiowej (badanie wykonał szpital "A") i zapisuje chorego na zabieg lobektomii.

J. nieśmiało pyta: "A wie pan, doktorze, w tej karcie wypisowej zalecają też pilną konsultację u onkologa.. To pewnie tam też mam się zgłosić?" 
Dr. T. macha niedbale ręką: "Eee tam, zawsze się tylko tak pisze, nie ma potrzeby".

Termin zabiegu wypada po około 50 dniach. J. stawia się na torakochirurgii w wielkiej klinice "B", szast prast i już następnego dnia jest na stole. 

Guz powiększył w tym czasie znacznie swoją objętość, zajął węzły chłonne - w tym śródpiersiowe. Nacieczona jest opłucna i kilka żeber. Z determinacją jednak panowie krojczy wycinają co się da - między innymi wyłupują po kawałku z 5 żeber.

Po operacji występują powikłania; krwawienie, obrzęk płuc, silna duszność i zalegająca w oskrzelach ropna wydzielina. Trzeba ją odsysać.
Ledwo żywy J. wraca do domu i cierpi bardzo z powodu bólu pooperacyjnego.
Zaczyna też mieć kłopoty z chodzeniem; w końcu w ogóle przestaje chodzić. 

Tydzień po powrocie do domu jest wrakiem człowieka. Zostaje przez przerażoną rodzinę przywieziony z powrotem na torakochirurgię, do kliniki "B". Tam konsternacja i TK głowy. I w głuchym milczeniu przetransportowanie chorego na neurologię.

Operacja lobektomii była obarczona powikłaniami i nieradykalna mikroskopowo. Nie wykonano sprawdzającego TK klatki piersiowej przed zabiegiem oraz nie skonsultowano chorego neurologicznie, chociaż narzekał już w tym czasie na zawroty głowy i cierpiał na zaburzenia osobowości.
Rodzina skarżyła się na nie spotykane wcześniej u niego ataki złości i agresji.

Sytuacji nie miał też okazji ocenić żaden onkolog. Ba! Żaden onkolog nie widział J. na oczy..

Poddano J. rozległej operacji w obrębie klatki piersiowej by nieradykalnie wyciąć ogromnego guza, podczas, gdy podobnego wymiaru guz przerzutowy zajmował niemal całą prawą półkulę móżdżku (czemu towarzyszył rozległy krwiak). Na neurochirurgii otworzyli główkę J., uszczypnęli co nieco do badania histopatologicznego i.. zamknęli.
Około dwóch tygodni później J. zmarł z powodu progresji i masywnego obrzęku mózgu.

--------------------------------

      W naszym kraju, w praktyce leczenia nowotworów złośliwych, obserwuje się nierzadko dość zastanawiające zjawisko. Niby tych chorych tak wielu, a jednak tak żal ich oddać lub się nimi podzielić - szczerozłoci są, czy jak?..
Urolog leczy raka prostaty, torakochirurg raka płuca, ginekolog raka szyjki macicy, dermatolog czerniaka.

W takim razie, mili Państwo, czym powinien zajmować się .. onkolog?

Nie pomija się onkologa w leczeniu nowotworu złośliwego !
Współpracuje się z nim - o tak! - ale    n i e   p o m i j a .




M. Kręczkowska

 
Fundacja Onkologiczna DSS

z siedzibą we Wrocławiu
ul. Legnicka 76

Adres do korespondencji:
54-060 Wrocław, ul. Górecka 99B
email 36 36 fundacja@fundacja-onkologiczna.pl
KRS: 0000499246   REGON: 022407411
NIP: 8943054114

Rachunek bankowy:
71 1940 1076 3131 0619 0000 0000